wtorek, 19 lutego 2013

Kalambury na literę K




Długo nic tu nie pisałem. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że koniec semestru na polibudzie trochę mi dokopał i dlatego nic się tu nie pojawiało. Obiecuję, że  następny post będzie stricte muzyczny, ale teraz jeszcze na chwilę muszę odbić od tematu i podzielić się swoją małą obserwacją. W poszukiwaniu inspiracji przeglądając różne blogi, strony internetowe, vlogi na youtube czy chociażby czytając artykuły w gazecie, zauważyłem, że tak na oko z 90% treści w wyżej wymienionych mediach to krytyka. Krytykuje się postępowanie innych, jakieś społeczne normy, nowe mody, zachowania. Po spędzeniu 2 godzin na czytelniczej aktywności mój organizm odebrał tyle negatywnej energii, że od razu dopadł mnie weltschmerz i mam ochotę się pociąć. Czy nie można tak troszeczkę mniej się wkurzać na wszystko, a bardziej wrzucić na luz? Oczywiście zdaję sobie sprawę z ironii tego posta i z tego, że jestem hipokrytą, gdyż właśnie sam negatywnie skrytykowałem krytykę poczynioną przez innych ludzi.

No cóż, bywa.



Może lepiej to co mam na myśli odda napisany przeze mnie liryczny kalambur o tytule "Kalambur na litere K".



Każdy z nas jest
hipokrytycznym krytykiem krytykującym kryteria.
Brak klarownych kryteriów krytyki nas wnerwia.
Krytykujemy życie, bo nie-kolorowy jest ten serial,
karkołomna fabuła i kretyńska reżyseria.
Krasomówczość i klarowność to tylko kokieteria,
którą uprawiają wszyscy nawet kleryków krater i ja.
Moje kalambury to kara, a może dla duszy strawa.
Jestem konserwatorem, sklep z zabawą słowem stawiam,
kram, bazar kierwa opisz kej jak chcesz wszak
konwertujesz swą krytykę , której widzę kres, tak?

Choć agresja twa osiąga krytyczne poziomy zenitu
wiedz, że nawet Supermen nie uciekł od kryptonitu.

Tyle. 


6 komentarzy:

  1. kraterija! :D

    ja tam się nie kłócę ze światem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybyś sam siebie nie krytykował, stał byś w miejscu... po co się zmieniać, po co się starać gdy się już jest takim ideałem? krytyka jest nam potrzebna, byśmy szli do przodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie taki rodzaj krytyki miałem na myśli Mili ;) . Miałem na myśli "narzekający" i w pewnym sensie nic nie wnoszący rodzaj krytyki o semi-negatywno-agresywnym tonie, obecny w wielu ogólnodostępnych mediach.

      Usuń
  3. mam soundtrack! jest przeepicko kozacko zajebisty, uwielbiam go. nawet nie wiedziałam, że tak bardzo się jaram westernowymi klimatami. jedna piosenka mnie muli, ale poza tym czad! i te kilkusekundowe dialogi, np. szeryf i oczywiście I count 6 shots nigga... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poł poł poł wbiliśmy komentarze o dokładnie tej samej porze :)

      Usuń
    2. No proste, że soundtrack jest przekozacki! Aż nie wiem czy sobie nie sprawić w wersji kompaktowej :)

      Usuń