poniedziałek, 25 lutego 2013

Synteza kultury i chamstwa

Czy uważasz się za osobę w kulturalną i wyedukowaną? Jednakże gdy oglądasz politykę w tv i to co się dzieje na ulicach trafia Cię szlag i masz ochotę bluzgać tak, że nawet kwiatki będą więdnąć? Jeśli na obydwa pytania odpowiedziałaś/łeś twierdząco to post ten jest kierowany do Ciebie. Pozwól mi przedstawić rapera/beatmaker'a z Łódzkich Bałut - O.S.T.R.


Absolwent Akademii Muzycznej w klasie skrzypiec, człowiek inteligentny i na poziomie. Wobec głupiej bezsensowności wydarzeń krajowych, światowych i realiów życia nie pozostaje obojętny i ciśnie bez pardonu w swoich wersach nie oszczędzając przy tym wulgarnych i niesamowicie trafnych metafor. Dla mnie jest to miód na serce i uszy. Nie ma nic lepszego niż celnie wymierzony punchline w stronę polityków, których nie cierpię :

 "a mnie ch*j obchodzi kto ze szczurów jest ministrem 
biegającym za cyckiem swojej sekretarki,
 grożąc, że jeśli ona nie da mu szparki
 to zrobi jej z dupy sanki i wyleje z roboty
 ale czego można oczekiwać od partyjnej cioty".




"Pie*dolić tego gościa wciskającego kity,
 który odsłania ku*estwa niczym stringi cellulitis,
bo żaden polityk nie sprosta tej regule,
że lepiej dać coś z siebie potem zgarnąć całą pulę"




O.S.T.R. bez żadnych ceregieli wytknie Ci, że boisz się żyć i skłoni Cię do zmiany postawy z obronnej na ofensywną wobec przeszkód egzystencjalnych:


"Strach wyrówna porachunki tylko tym co siedzą w chacie,
co przed konfrontacją z losem na kilometr srają w gacie,
za nich odmówię pacierz: c*uj Wam na wieki wieków amen
zamiast bać się wole być swego losu panem"




Stan polskiego rapu martwi Łódzkiego reprezentanta, a raperów, którzy dokonują brutalnego gwałtu na 
tej kulturze szyrderczo miesza z błotem [ku mojemu i nie tylko mojemu poczuciu sprawiedliwości dziejowej]



Humor jest również tu obecny: 


Nie zapominajmy również o tym, że
Ostry to nie tylko rymy, ale również
eleganckie , "brudne" bity. 




Wg mojej subiektywnej opinii O.S.T.R.
 należy do czołówki naszego rodzimego
 rapu i chylę czoła przed panem Adamem. 

Enjoy!

piątek, 22 lutego 2013

Rymmajster Łona

Prawdopodobnie gdyby nie pewna kaseta "przypadkowo" zostawiona w moim walkmanie przez mojego  starszego brata, nigdy bym się nie zainteresował rapem. Prawdopodobnie gdyby na tej kasecie zamiast Łony był ktokolwiek inny, też nie zapałał bym miłością do tej muzyki. To właśnie on jest przyczynkiem mojej fascynacji muzyką zza oceanu oraz jej rodzimą odmianą. Wiem, że nie tylko ja zaczynałem swoją przygodę z perkusyjnymi pętlami od pana Łony. Jest to idealny artysta w przypadku, gdy chcemy kogoś przekonać, że "rap nie tak straszny jest jak go malujesz".

Dlaczego akurat on jest najlepszy do hip-hopowej inicjalizacji?

Po pierwsze                                                                     
Po drugie -
                         
 - warsztat słowno-pisarski jest                         poczucie humoru sprawia, że treści omawiane
na poziomie mistrzowskim                                przez Łonę są przystępne dla każdego

Po trzecie - oryginalne i pomysłowe podejście do tematów pozornie banalnych nie jest mu obce:
                                   
Po czwarte - pozytywnie zakręcona ironia to norma u tego pana :
                                    
Po piąte - teksty pełne metafor, które skłaniają do wielu rozkmin
                                    
Po szóste - mnóstwo pozytywnego przekazu!
                                    

Dla mnie i  dla wielu innych ludzi Łona jest czempionem polskiego rapu.
Tak więc wznoszę toast i kłaniam się w pas panie Łona!

A na koniec chyba najbardziej znany i najbardziej lubiany kawałek :


Enjoy!

wtorek, 19 lutego 2013

Kalambury na literę K




Długo nic tu nie pisałem. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że koniec semestru na polibudzie trochę mi dokopał i dlatego nic się tu nie pojawiało. Obiecuję, że  następny post będzie stricte muzyczny, ale teraz jeszcze na chwilę muszę odbić od tematu i podzielić się swoją małą obserwacją. W poszukiwaniu inspiracji przeglądając różne blogi, strony internetowe, vlogi na youtube czy chociażby czytając artykuły w gazecie, zauważyłem, że tak na oko z 90% treści w wyżej wymienionych mediach to krytyka. Krytykuje się postępowanie innych, jakieś społeczne normy, nowe mody, zachowania. Po spędzeniu 2 godzin na czytelniczej aktywności mój organizm odebrał tyle negatywnej energii, że od razu dopadł mnie weltschmerz i mam ochotę się pociąć. Czy nie można tak troszeczkę mniej się wkurzać na wszystko, a bardziej wrzucić na luz? Oczywiście zdaję sobie sprawę z ironii tego posta i z tego, że jestem hipokrytą, gdyż właśnie sam negatywnie skrytykowałem krytykę poczynioną przez innych ludzi.

No cóż, bywa.



Może lepiej to co mam na myśli odda napisany przeze mnie liryczny kalambur o tytule "Kalambur na litere K".



Każdy z nas jest
hipokrytycznym krytykiem krytykującym kryteria.
Brak klarownych kryteriów krytyki nas wnerwia.
Krytykujemy życie, bo nie-kolorowy jest ten serial,
karkołomna fabuła i kretyńska reżyseria.
Krasomówczość i klarowność to tylko kokieteria,
którą uprawiają wszyscy nawet kleryków krater i ja.
Moje kalambury to kara, a może dla duszy strawa.
Jestem konserwatorem, sklep z zabawą słowem stawiam,
kram, bazar kierwa opisz kej jak chcesz wszak
konwertujesz swą krytykę , której widzę kres, tak?

Choć agresja twa osiąga krytyczne poziomy zenitu
wiedz, że nawet Supermen nie uciekł od kryptonitu.

Tyle.