wtorek, 1 stycznia 2013

Muzyka = NO-LIFE?


Zaczniemy od luźniejszego tematu ;) .
Jeśli zajmujesz się muzyką lub kiedykolwiek słuchałeś/łaś muzyki i interesowałeś/łaś się chociaż troszkę życiorysem jakiekolwiek artysty to musiałeś/łaś natknąć się na mit, który mniej lub więcej brzmi tak : "Ale Ci artyści mają łatwe życie, grają sobie koncerciki, nagrywają płytki, udzielają wywiadów i jeszcze im za to płacą. Ehhhh....." . 
Niestety niczym mythbusters muszę ten mit obalić! Po pierwsze: nie płacą w ogóle albo bardzo słabo ;) .
Po drugie: gdyby to było takie proste to każdy byłby muzykiem. Życie artysty niestety bardziej przypomina życie NO-LIFE'a, niż życie beztroskiego lekkoducha.
Najprościej będzie, jeśli opiszę to na własnym przykładzie. Zajmuje się jednocześnie 8 fuchami : rapuję, śpiewam, tworzę teksty, robię bity, mix i master, aranżuje kawałki i organizuje nagrywki. Każda z tych aktywności zajmuje dużo czasu. Oczywistością jest, że praktyka czyni mistrza, więc niezliczoną ilość godzin już przeznaczyłem na szlifowanie techniki , a i jeszcze wiele (około miliona ;) ) godzin ćwiczeń przede mną. Próby jakiegokolwiek połączenia życia muzycznego ze studiami oraz życiem osobistym wymagają olbrzymiej ilości poświęceń. Przykładowo nadchodzi piątek wieczór, wreszcie jest wolny czas, żeby dograć nową zwrotkę, lub poćwiczyć świeżo stworzony tekst, ale oczywiście znajomi dzwonią z propozycją melanżu :/ . Co wybrać? Dla mnie wybór jest prosty - wolę poćwiczyć cokolwiek związanego z muzyką niż zamulać w klubie. Takie decyzje zawsze się opłacały, zwłaszcza jeśli chodzi o koncerty, gdzie każda godzina próby przed tymże wydarzeniem jest na wagę złota. Takich dylematów na drodze każdego artysty jest multum. Efekt jest taki, że bardzo często wieczorem siedzimy przed kompem/fortepianem/czymkolwiek podczas gdy nasi znajomi doskonale sie bawią gdzieś indziej. Nie każdy wytrzymuje taką presję psychiczną, często kończy się to porzuceniem pasji. Podczas gdy większość moich przyjaciół mniej więcej co piątek ma okazję do wyszalenia się i dobrej zabawy, mi (oraz innym artystom) taka przyjemność trafia się średnio raz na 2-3 miesiące. Ale nie narzekam, uwielbiam ćwiczyć cały ten muzyczny stuff, więc jak dla mnie gra gitara :) .

Nie tylko w nie uczestniczeniu w życiu towarzyskim raczkujący (oraz ten bardziej zaawansowany) artysta przypomina stereotypowego NO-LIFE'a. Każdy artysta muzyczny traktujący swoją pasję na serio non-stop poszukuje różnych informacji na temat swojej działalności np. przeszukuje internet w celu znalezienia nowych technik, nowinek sprzętowych itd. itp. Kończy się to często tym, że nasz krąg zainteresowań jest bardzo skupiony na jednej konkretnej dziedzinie. Jeśli to się wymknie spod kontroli to może się okazać, że nie potrafimy rozmawiać z innymi ludźmi na tematy poza muzyczne, a większość prób rozmów owocuje bardzo skrępowanymi, niezręcznymi i niezgrabnymi konwersacjami.  Obserwując z boku niczym się to nie różni od NO-LIFE'a, który próbuje nawiązać rozmowę z ludźmi nie grającymi w gry, o nowej zbroi lub o tym że wczoraj ostro wyexpił w WoW'a i wbił na nowy level. 

Także błagam, nie wierzcie nikomu kto będzie opowiadał bajki o tym jak lekko jest być artystą/raperem/czymkolwiek muzycznym . Pielegnowanie takiej pasji wymaga olbrzymiej ilości poświęceń i kompromisów , które nie zawsze przychodzą łatwo.

A do wszystkich ludzi, którzy się trudnią tak jak ja twórczością muzyczną, nie poddawajcie się, pielęgnujcie swoją pasję, kiedyś cały ten trud się opłaci ;)

Pzdr :)

P.S. Wprowadzę sam sobie teraz tradycję, że zawszę będę dawać linka do jakiejś dobrej muzy w post scriptum ;) Enjoy!
http://www.youtube.com/watch?v=QjlFqgRbICY

6 komentarzy:

  1. nołlajfujesz! rzeczywiście, pozornie niczym się to nie różni - przecież komputerowy no-life też jara się tym, co robi.
    dobra, znasz moją opinię, piona bro!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie ktorzy nie mają pasji, zainteresowań, nie poświęcają energii poznawczej na samosterowanie zawsze będą deprecjonować sukcesy innych "być sobą i trzymać swego zdania" :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ej, google+ twierdzi, że jesteśmy znajomymi, a dalej mi nic nie udostępniasz ;_;
    dzięki za tolerowanie mojej filmowej dupowatości :D
    ogarnij tę książkę, albo mogę Ci pożyczyć. chcesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i wyłącz weryfikację obrazkową plis, bo wkurza :D w ustawieniach komentarzy gdzies na pulpicie nawigacyjnym chyba. jak się boisz spamu możesz włączyć 'moderowanie komentarzy' :)

      Usuń
  4. Tak, Bina! rządzi.. Powinna przejść na własną domenę.. Sprawdziłem,
    np.ja-bina.pl jest wolna;-)

    OdpowiedzUsuń