wtorek, 8 stycznia 2013

Ratunku! Pirat mnie okrada!

Na wstępie: Bardzo dziękuję za wszelką pomoc udzieloną mi w tematyce blogów przez Binę! Jesteś niesamowita! :) Wbijajcie na jej blog i czytajcie jej przekozackie wywody : http://to-ja-spadam.blogspot.com/
Dziś będzie temat około muzyczny :)


Piractwo. Ostatnio bardzo modne słowo. Wszyscy pamiętają protesty przeciwko ACTA i SOPA. Każdy ma jakąś opinię na ten temat. Poplecznicy piractwa mówią: "po co mam płacić, skoro mogę to mieć za darmo". Przeciwnicy twierdzą, iż jest to zwyczajna kradzież. Pierwsza grupa kontruje "Artysta nic na tym nie traci, tylko wielkie bezduszne korporacje, wytwórnie itd. więc postępujemy zgodnie z duchem anty-korpo". Taka dyskusja może trwać i trwać, ja jednak chciałem pokazać ten problem z innej perspektywy - mojej własnej. 



Otóż miałem do czynienia z tym, że ktoś spiracił moją twórczość. W 2008 roku stworzyłem razem z moim bratem [pseudo Rolo] płytę - "Melan(ż)cholia" . Płyta była dostępna do pobrania za darmo na specjalnie stworzonej do tego celu stronie internetowej. Po bardzo krótkim czasie płyta ta znalazła się na wielu "pirackich" forach [których nazw nie zamierzam wymienić] . Efekt finalny był taki, że na wielu stronach o tematyce hip-hop'owej w podsumowaniach końcoworocznych roku 2008 w dziedzinie rap nielegali [ dla niewtajemniczonych nielegal  - niezależnie wydany album] dzieło moje i mojego brata znalazło się w pierwszej dziesiątce najlepszych krążków i miało ponad kilka tysięcy zarejestrowanych pobrań [ i Bóg wie ile niezarejestrowanych]. Nie było takiej możliwości, by osiągnąć ten mały sukcesik, bez pomocy "piratów". To dzięki nim nasze utwory bardzo szybko rozprzestrzeniły się w sieci i dla mnie jest to super sprawa. 


W tym momencie, ktoś mógłby powiedzieć: "No jasne, wrzuciliście za darmo płytkę, więc wszystko jest na luzie, lecz zupełnie inaczej byście mówili, gdybyście chcieli na tym zarobić i ktoś by was spiracił" . Fakt sprawa by się skomplikowała i na pewno bylibyśmy niezadowoleni. Jednakże i z tym kłopotem da się uporać, a przykład jak to zrobić idzie zza oceanu. Na stronach wielu zagranicznych raperów [jestem przekonany, że piosenkarzy też] powstał bardzo fajny model wynagradzania artysty[ ej my też musimy za coś żyć ;) ], a mianowicie utwory są dostępne do pobrania za darmo, a jeśli komuś się bardzo spodobała ściągnięta muzyka może uiścić dotację na zasadzie "co łaska".  Jest to bardzo fajna sprawa, niektórzy faktycznie wpłacają symbolicznego dolara, a inni co bardziej zajarani są w stanie przekazać naprawdę duże kwoty. Czyli jest to sytuacja win-win, artysta może dotrzeć do naprawdę sporych kręgów słuchaczy [bez udziału wytwórni i menager'ów], a odbiorcy nie muszą "okradać" twórcy, by słuchać jego muzyki. Tylko czy coś takiego miałoby szanse się przyjąć w naszym kraju, gdzie ludzie są w stanie kraść napoje z wigilii dla bezdomnych?  [Chytra Babo z Radomia patrzę na Ciebie]. Ocenę pozostawiam Wam ;)




P.S. Link do git muzy: http://www.youtube.com/watch?v=12Y3e4OPUbM Enjoy!
P.S. 2 Przepraszam, że parę rzeczy może być nie tak na blogu, jakieś wkurzające weryfikacje obrazkowe i inne tego typu shity. Dopiero ogarniam bloggera i trochę z nim walczę, np. czasami nie pokazują mi się na cudzych blogach przyciski do subskrypcji itd. Na pewno to ogarnę i odpowiem na Wasze komentarze i zwiedzę Wasze blogi jak tylko pokonam trudności techniczne 
P.S. 3 jeśli piszę wg Was zbyt obszernie dajcie znać, a postaram się streszczać :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Muzyka = NO-LIFE?


Zaczniemy od luźniejszego tematu ;) .
Jeśli zajmujesz się muzyką lub kiedykolwiek słuchałeś/łaś muzyki i interesowałeś/łaś się chociaż troszkę życiorysem jakiekolwiek artysty to musiałeś/łaś natknąć się na mit, który mniej lub więcej brzmi tak : "Ale Ci artyści mają łatwe życie, grają sobie koncerciki, nagrywają płytki, udzielają wywiadów i jeszcze im za to płacą. Ehhhh....." . 
Niestety niczym mythbusters muszę ten mit obalić! Po pierwsze: nie płacą w ogóle albo bardzo słabo ;) .
Po drugie: gdyby to było takie proste to każdy byłby muzykiem. Życie artysty niestety bardziej przypomina życie NO-LIFE'a, niż życie beztroskiego lekkoducha.
Najprościej będzie, jeśli opiszę to na własnym przykładzie. Zajmuje się jednocześnie 8 fuchami : rapuję, śpiewam, tworzę teksty, robię bity, mix i master, aranżuje kawałki i organizuje nagrywki. Każda z tych aktywności zajmuje dużo czasu. Oczywistością jest, że praktyka czyni mistrza, więc niezliczoną ilość godzin już przeznaczyłem na szlifowanie techniki , a i jeszcze wiele (około miliona ;) ) godzin ćwiczeń przede mną. Próby jakiegokolwiek połączenia życia muzycznego ze studiami oraz życiem osobistym wymagają olbrzymiej ilości poświęceń. Przykładowo nadchodzi piątek wieczór, wreszcie jest wolny czas, żeby dograć nową zwrotkę, lub poćwiczyć świeżo stworzony tekst, ale oczywiście znajomi dzwonią z propozycją melanżu :/ . Co wybrać? Dla mnie wybór jest prosty - wolę poćwiczyć cokolwiek związanego z muzyką niż zamulać w klubie. Takie decyzje zawsze się opłacały, zwłaszcza jeśli chodzi o koncerty, gdzie każda godzina próby przed tymże wydarzeniem jest na wagę złota. Takich dylematów na drodze każdego artysty jest multum. Efekt jest taki, że bardzo często wieczorem siedzimy przed kompem/fortepianem/czymkolwiek podczas gdy nasi znajomi doskonale sie bawią gdzieś indziej. Nie każdy wytrzymuje taką presję psychiczną, często kończy się to porzuceniem pasji. Podczas gdy większość moich przyjaciół mniej więcej co piątek ma okazję do wyszalenia się i dobrej zabawy, mi (oraz innym artystom) taka przyjemność trafia się średnio raz na 2-3 miesiące. Ale nie narzekam, uwielbiam ćwiczyć cały ten muzyczny stuff, więc jak dla mnie gra gitara :) .

Nie tylko w nie uczestniczeniu w życiu towarzyskim raczkujący (oraz ten bardziej zaawansowany) artysta przypomina stereotypowego NO-LIFE'a. Każdy artysta muzyczny traktujący swoją pasję na serio non-stop poszukuje różnych informacji na temat swojej działalności np. przeszukuje internet w celu znalezienia nowych technik, nowinek sprzętowych itd. itp. Kończy się to często tym, że nasz krąg zainteresowań jest bardzo skupiony na jednej konkretnej dziedzinie. Jeśli to się wymknie spod kontroli to może się okazać, że nie potrafimy rozmawiać z innymi ludźmi na tematy poza muzyczne, a większość prób rozmów owocuje bardzo skrępowanymi, niezręcznymi i niezgrabnymi konwersacjami.  Obserwując z boku niczym się to nie różni od NO-LIFE'a, który próbuje nawiązać rozmowę z ludźmi nie grającymi w gry, o nowej zbroi lub o tym że wczoraj ostro wyexpił w WoW'a i wbił na nowy level. 

Także błagam, nie wierzcie nikomu kto będzie opowiadał bajki o tym jak lekko jest być artystą/raperem/czymkolwiek muzycznym . Pielegnowanie takiej pasji wymaga olbrzymiej ilości poświęceń i kompromisów , które nie zawsze przychodzą łatwo.

A do wszystkich ludzi, którzy się trudnią tak jak ja twórczością muzyczną, nie poddawajcie się, pielęgnujcie swoją pasję, kiedyś cały ten trud się opłaci ;)

Pzdr :)

P.S. Wprowadzę sam sobie teraz tradycję, że zawszę będę dawać linka do jakiejś dobrej muzy w post scriptum ;) Enjoy!
http://www.youtube.com/watch?v=QjlFqgRbICY

Elo raz dwa mikrofon sprawdzam


Siemanko,

kultura nakazuje aby się najpierw przedstawić. Nazywam się Ado i szeroko pojętym tworzeniem rapu zajmuje się 10 lat . Zakładam tego bloga z myślą o zdobyciu nowych słuchaczy oraz z chęci podzielenia się częścią wiedzy na temat produkcji muzycznej, którą zdobyłem przez ten całkiem duży okres czasu. Jeszcze nie mam sprecyzowanych planów co do tego jakiego typu posty będę tutaj publikować. Część z nich będzie dotyczyć stricte tylko produkcyjnej strony tworzenia muzyki, część będzie luźniejszych i będzie nawiązywać do najnowszych produkcji jakie ujrzały światło dzienne, czasami będę wrzucał własne utwory aby poznać opinię innych ludzi, a czasami będziemy kompletnie odbijać od tematów około muzycznych i będę się dzielić jakimiś przemyśleniami na różne tematy np. na temat Warszawy - miasta w którym mieszkam. Jak to się mówi wszystko wyjdzie w praniu. A tymczasem ja się zabieram do pisania pierwszego posta "na temat" .

Pzdr  :)